Tajlandia – Bangkok!

OGÓLNE PIERWSZE WRAŻENIE

W Bangkoku spędziliśmy tylko dwa dni, z czego jeden nie okazal sie dla nas miły i łaskawy. Dlatego nie mam chyba zbyt dobrych wspomnień z samego Bangkoku. Zostaliśmy oszukani przez lokalnych wkretaczy. Chcieliśmy zobaczyć Pałac Królewski na własną rękę i poszliśmy na piechotę. Zatrzymaliśmy sie przy jednej z mapek na ulicy kiedy nagle jakis mężczyzna przypadkowo przechodzący zaczepił nas, zagadujac dokąd sie wybieramy. Tak jak juz pisałam szliśmy zobaczyć ten cholerny pałac. On na to, że odradza ponieważ trwa teraz protest i nie jest tam zbyt bezpiecznie. Zapytał czy jesteśmy studentami (nie jesteśmy) i dodal, że on sam jest nauczycielem. Po czym powiedział, że najlepiej zwiedzać wszystko tuk tukiem bo kierowca wozi wszędzie i czeka na Ciebie. Na lisciu zerwanym z drzewa narysowal ktorego Budde można teraz zobaczyć jakiś “lucky Buddha” i jeszcze coś. Nieważne. Wskazał tuk tuka który bedzie najtańszy, pozdrowil i odszedł. Podeszliśmy do tuk tuka którego wskazał no i ruszyliśmy. Po chwili dotarliśmy do dziwnego zaułka (Boże on nas zabije!) w którym znajdował się budynek a w środku był Budda, ze złota i było pełno małych Budd i wygladało to dziwnie. On samego początku mi się to nie podobało. Zagadał nas jakiś pedałkowaty Taj i powiedział, że koniecznie musimy udać się do fabryki koszul czy garniturów, bo jeśli pójdziemy tam i pooglądamy to kierowca dostanie jakiś voucher na benzynę. Tak też pan tuk tuk zrobił, zabrał nas tam. Ja czułam się komicznie i nieswojo, powiedzieliśmy, że nie chcemy nic kupować i przepraszamy za zamieszanie, sprzedawca tylko cicho, pod nosem powiedział „don’t trust the driver”…no cóż, szczerze mówiąc coś wtedy mnie tknęło, ale wsiadłam z powrotem do tego przeklętego tuk tuka i ruszyliśmy dalej. Zawiózł nas do jakieś świątyni, nawet nie wiem jak się nazywała, była dosyć ładna, ale w Tajlandii jest od cholery świątyń, jedne bardziej drugie mniej ważne. Obejrzeliśmy i wróciliśmy do tuk tuka, ale nasz kierowca zawiózł nas do innego sklepu z garniturami…już to mnie zirytowało na maxa. Weszliśmy do środka, przywitano nas, na co ja od razu mówię, że chcemy tylko pooglądać, nie chcemy nic kupować. Sprzedawca równie zirytowany odparł, że wszyscy chcą tylko oglądać, i jak chcemy oglądać to mamy wyjść! O nie! Poczułam się jak śmieć, jakby to była moja wina…Wsiedliśmy do tuk tuka i mówimy idiocie, że chcemy tylko świątynie zobaczyć, a on nie, nie musimy wejść do sklepu i pooglądać, nie musimy nic kupować…Miarka się przebrała, myślę sobie, i mówię do Damiana,  zapłać mu ile chce i wysiądźmy. Damian myślał bardziej racjonalnie, żeby chociaż zawiózł nas na Kho San Road, to stamtąd już trafimy. Tak też zrobiliśmy. 200 batów kosztowała nas to zamieszanie. Po przyjściu do hotelu, sprawdziłam w Internecie tego Lucky Buddha…i niestety okazało się, że to tzw. Bangkok scam…daliśmy się wrobić przez oszustów. Podróże uczą, nie ma co, na drugi raz będę inaczej przygotwywała się do podróży do danego miasta.

NAJCIEKAWSZE MIASTA I MIEJSCA

Jedynym miejscem jakie odwiedziliśmy, była Ayutthaya. Zobaczyliśmy tego dnia wiele, ale najbardziej podobało mi się Bang Pa-in w Ayutthayi a w szczególności jedna z budowli o nazwie Phiman Throne Hall. Przepiękne w środku, ale niestety nie mogliśmy robić zdjęć wnętrz.

MIESZKAŃCY

Przyjaźni, ale trzeba uważać na tych za bardzo przyjaznych i nachalnych i dobrze mówiących po angielsku. Gdzieś przeczytałam, że Tajowie są bardziej skromni i nieśmali, więc nachalni Tajowie to bardzo podejrzane, miejmy się na baczności.

CO MNIE ZASKOCZYŁO?

Nie miałam za dużo czasu w Bangkoku, ale zwróciłam uwagę na zwoje kabli w całym mieście. Tak jakby nie mogli tego schować pod ziemię. Ale to nie tylko w Bangkoku, tak jest wszędzie.

NASTAWIENIE DO TURYSTÓW

Nasz przewodnik z firmy Dang Tours, Tina, była bardzo miła i przykro jej się zrobiło, jak usłyszała o tym, że nas tak oszukano. Powiedziała, że słyszała o tym, i zazwyczaj robią to Chińczycy a nie Tajowie, bo chcą wykopać Tajów z interesu. 

KUCHNIA

W drodze powrotnej z Ayutthayi (stateczkiem) mieliśmy dostępne tajskie jedzenie. Wszystko byłoby smaczne, gdyby nie fakt, że wszystko jest ostre. Damianowi smakuje wszystko, więc pewnie dla zwolenników ostrego żarcia to byłby raj.

NOCLEGI

Nocowaliśmy w Full House, ni to hotel ni to hostel. Nie może być nazwany hotelem bo ma za mało metrów, ale jest tani, nowy, czysty i w centrym Bangkoku. Jedyną wadą była trudność w znalezieniu. W ciasnej uliczce, pomiędzy śmierdzącymi rybami a niby-restauracją. Aż dziwny kontrast jak się wchodzi do środka.

LOTY

W Bangkoku znajdują się dwa lotniska – Don Mueng, który obsługuje te lokalne loty i Suvarnabhumi, który obłsuguje międzynarodowe loty. Chociaż jakby się zastanowić, to z Don Mueng lecieliśmy do Kambodży, ale może chodzić też o to, że lecieliśmy z AirAsia a oni są tylko na tym Don Mueng. No w każdym razie, do Bangkoku można chyba dolecieć z każdego miejsca na ziemi, a AirAsia oferuje mnóstwo lotów do wielu miejsc w dobrej cenie.

Sri Lanka, coż to za miejsce!

OGÓLNE PIERWSZE WRAŻENIA

Duszno! To było moje pierwsze wrażenie. Jejku, ale oni ciemni na twarzy! To było drugie spostrzeżenie, no i to że się gapią na białaych ludzi – tak gapią, i to tak bardzo natrętnie. Na lotnisku zostaliśmy odebrani przez taksówkę i zabrani pod sam hotel w Kolombo. Droga z lotniska do centrum Kolombo jest nowa więc dobrze się jedzie. Właściwie to większość dróg w Sri Lance jest dobra. Gdy wjechaliśmy do miasta, zobaczyłam po raz pierwszy tuk tuki, przez które niestety panował na drodze totalny chaos. W mieście bieda przeplata się z luksusem. Z jednej strony piękne wysokie wieżowce a za chwilę nędza – nie ma czegoś po środku. Na początku więc byłam trochę wystraszona, ale nie bałam się, że ktoś mnie napadnie, po prostu nigdy nie miałam styczności z takim krajem.

NAJCIEKAWSZE MIASTA I MIEJSCA

Najlepszym miejscem moim zdaniem była Sigirya, tzw. lwia skała znajdująca się około 3 godzin od Kandy. Miasta do którego przyjechaliśmy w drugi dzień naszego pobytu w Sri Lance. Sigirya jest to to skała na której znajdują się ruiny po starożytnym pałacu i twierdzy. Natomiast sama skała to pozostałości po wygasłym wulkanie. Żeby dostać się na szczyt  trzeba pokonać około 1200 schodów, ale widok na szczycie jest niezwykły i naprawdę warty tej ekstrawaganckiej wspinaczki. Poza Lwią Skałą widzieliśmy także Złotą Świątynię w Dambulli oraz Polonnaruwę – zabytkowe miasto na Sri Lance, w którym możemy zobaczyć ruiny pałacu króloweskiego oraz zespół świątyń.

MIESZKAŃCY

Tak, dla mnie pierwsze dni były szokiem kulturowym, ale Lankijczycy ani razu nie sprawili, że poczułam strach albo niechęć do ludzi. Wszyscy są bardzo mili, uśmiechają się lub machają do Ciebie – jako że widzą że Ty nie od nich. Na pewno są bardzo życzliwi i pomocni, jeśli któryś zna choć trochę angielskieg, próbuje z Tobą zagadać. Jedyni natręci i naciągacze znajdują się przy zabytkach, proszą aby coś od nich kupić, a niektórzy mogą za Tobą iść spory kawałek. „No, thank you” i tyle.

CO MNIE ZASKOCZYŁO?

Najbardziej zaskoczyła mnie chyba ta pogoda. Ciężko mi idzie przestawienie się na taką wilgoć w powietrzu. W Polsce czy w Anglii zdarzały się dni, że tak było, ale trwało to jeden może dwa dni. Tutaj jest tak codziennie.

NASTAWIENIE DO TURYSTÓW

Tak jak wspomniałam wcześniej, Lankijczycy są bardzo dobrze nastawienie na turystów. Wiedzą, że biały człowiek w tym kraju to pieniądze, więc wszyscy traktują go bardzo, ale to bardzo dobrze. Białemu człowiekowi włos z głowy spaść tu nie może. Bo przecież jakby to poszło w świat to nikt by tu nie przyjeżdżał.

KUCHNIA

Dużo ryżu! I dużo curry! I dużo owoców! Ale owoce jakie pyszne! Zupełnie inaczej smakują niż w Europie. U nas wszystko GMO bez smaku. A w Sri Lance wszystko rośnie w naturalnym klimacie. Zapomniałam wspomnieć, że Lankijczycy lubią jeść bardzo ostro, więc za każdym razem musiałam się pytać czy to aby nie jest za ostre. Ale zazwyczaj mówiono mi, że nie dodadzą tych ostrych przypraw. 🙂

NOCLEGI

W Kolombo spaliśmy jedną noc w Rockwell Colombo Hotel****, bardzo luksusowy. Przepiękny! A i obsługa na b. wysokim poziomie. Natomiast w Kandy spędziliśmy cztery nocy w domu gościnnym Pearl House (obok hotelu Hilltop) Ten dom prowadzi starszy pan, który kiedyś był właścicielem hotelu Hilltop, ale ze względu na wojnę musiał go sprzedać. Natomiast w domu panuje domowa atmosfera, pan Mutu bardzo pomaga i doradza gdzie pójść i co zwiedzić.

LOTY/TRANSPORT

Do Sri Lanki przylecieliśmy liniami SriLankan airlines i takimi też wylecimy. Załoga naszego samolotu była bardzo kompetentna i miła, więc u mnie 5 z plusem! Transport na wyspie odbywa się pociągami lub autobusami lub tuk tukami. Pociągiem z Kolombo do Kandy jechaliśmy prawie 3 godziny. Kupiliśmy miejsca w pociągu Expo Rail, jest to alternatywa dla osób, które nie zamierzają się bić o miejsce. Autobusem nie jechaliśmy w ogóle, jakoś mnie nie przekonał, wydawało mi się, że kierowcy autobusów są szaleni. Natomiast do tuk tuków się przekonałam, szybko, tanio (ale zawsze przed jazdą trzeba pytać się za ile zabierze Cię do celu!) i małe gówno zmieści się wszędzie.

Rzym, mały przystanek przed wielką podróżą

OGÓLNE PIERWSZE WRAŻENIA

Lotnisko Fiumicino ładnie oznakowane, nie da się zgubić, no chyba że ktoś bardzo chce. My jechaliśmy pociągiem z lotniska do dworca Termini w Rzymie. Bilety kosztują 14 euro za osobę i można je kupić w automatach. Wejście na stację na lotnisku znajduje się przy wejściu na Terminal 3. Pociąg jedzie bez żadnego przystanku. Jest ładnie i wygodnie.

Rzym: Bardzo tłoczno i bardzo głośno. Pełno nagabywaczy, a to bilety na to na tamto. Pełno kramików z pamiątkami. I bardzo brudno, dużo śmieci na ulicach aż przykro patrzeć, że takie wspaniałe miasto tak wygląda. Aczkolwiek zabytki przepiękne i warte zobaczenia, i to naprawdę polecam.

NAJCIEKAWSZE MIASTA I MIEJSCA

Dla mnie najciekawsze było chyba Koloseum, ale w dzień drugi naszego zwiedzania obeszliśmy bardzo dużo miejsc i myślę, że taki długi spacer jest wskazany bo można zobaczyć prawie wszystko w jeden dzień.

MIESZKAŃCY

Bardzo mało widoczni. Ja to widziałam pełno turystów czyli głownie chińczyków hehe. Jak już jakiś Włoch nas mijał to mój Damian nie mógł powstrztmać się od komentarza „Ale oni się na Ciebie gapią!”

CO MNIE ZASKOCZYŁO?

Zaskoczyły mnie te śmieci na ulicach. Naprawdę nie sądziłam, że tak będzie. No i ta kolejka do muzeum w Watykanie – to zaskoczyło mnie chyba najbardziej!

NASTAWIENIE DO TURYSTÓW

Zależy gdzie, bo nie każdy umie po angielsku, a jak nie umie to są problemy z komunikacją. Włosi są raczej mili.

KUCHNIA

Jedzenie wszędzie mi smakowało, aczkolwiek spędziliśmy w Rzymie tylko dwa dni i nie miałam szans chodzić po wielu miejscach. Najważniejsze, że się nie zatrułam. Oczywiście spróbowałam makaranów, pizzy i sałtki włoskiej!

NOCLEGI

Mój Damian wynalazł Hotel Filippo**. Powiem szczerze, że jak zobaczyłam w jakiej dzielnicy jest ten hotel to miałam obawy. Ale Damian cały czas powtarzał, że ten hotel ma wysokie oceny na booking.com. Hotel znajduje się w kamienicy, ale tylko tak jakby w jednym mieszkaniu. Normalnie otwierasz drzwi i wchodzisz do hotelu w mieszkaniu! Pokoje są naprawdę czyste, a to chyba najważniejsze. Łazienki są centralnie w pokoju, za szybą , ale jest roleta. Śniadanie jest wliczone w cenę pokoju, a Wi-Fi darmowe, chodzi świetnie.

LOTY

Lecieliśmy z Berlina liniami easyjet, lekkie turbulencje – niestety. Natomiast lotnisko obsługuje loty chyba wszędzie, od Dubaju przez RPA po Nowy Jork.

Już niedługo, już za 9 dni!

Piszę szybko bo czasu brak. Zleciał prawie miesiąc w Polsce, zleciał i to bardzo szybko! Za dziewięć  dni wylatujemy do Rzymu a potem dalej i jeszcze dalej aż na koniec świata. Dosłownie! Nie pisałam nic bo nie wydarzyło się nic ciekawego nie byłam nigdzie, no może oprócz Ostrowca Świętokrzyskiego i Krakowa, no ale chciałam tylko napisać, że jak tylko wyląduję w ekscytującym miejscu to zaraz biorę się za publikację.

PORTUGAL. Because when you stop and look around, life is pretty amazing.

uk-flag

Portugal! This place is incredible! You need to visit Portugal if you haven’t done it yet. In March 2015 we went to a holiday to Albufeira, about 30 minutes from Faro. Again we chose ThomasCook agency and we weren’t disappointed. A three star hotel located a few metres from an ocean, it wasn’t that fancy but the location wins. I totally recommend it for everyone. Albuferira is the city in Faro district in southernmost Portugal. I fell in love with this city, The Old Town that is situated next to the seafront is a lovely place to eat lunch or have a coffee because there is a large choice of restaurants and bars. For the first days mainly we were discovering surroundings and I have never seen anything like that before. Amazing seashore with loads of cliffs, different plants and neverending ocean. We also took a walk through the wide beach to the Old Town.

On the other day we book a trip to Lagos and Sagres. We didn’t spend a lot of time in both places but they were beautiful anyway. Lagos is the most popular destination in Portugal because of beautiful beaches, rock formations and it’s also a historic centre of the Portugese Age of Discovery, home of Henry the Navigator. Sagres is located in the southwest Algarve region of southern Portugal. In Sagres „at the end of the world” it was so windy that I could barely stand still and because of its location Sagres has milder temperatures than other parts of Algarve with Altlantic winds keeping the summers cool.

One day we spend in Lisbon, it’s around 3 hours from Albufeira. Lisbon as a capital of Portugal and the largest city in country, is really special place with all the architecture in the city. I didn’t know what to think about it because buildings were really old but after taking a thought I realized that’s why it is was so great about Lisbon. It’s one the oldest city in the world and the oldest in Western Europe. We drove through a bridge that is a copy of the Golden Gate bridge in San Fransisco. And on the way back we use the longest bridge in Europe, Vasco da Gama bridge that is 17 km long! The Padrão dos Descobrimentos means monument of the discoveries. It is situated on the edge of the Tagus River in Lisbon celebrates the Portuguese Age of Discoveries. We took a walk from the monument to Hieronymites Monastery  located near the shore of the parish of Belem. Incredible architecture from late gothic. The construction of the monastery began on 6 January 1501, and was completed 100 years later. The bus took us to the centre of Lisbon so we could eat lunch and take a little walk around. It’s really beautiful city and even though we didn’t have a lot of time to explore the whole city was worth it.

The whole vacation was great! I must say I liked it much more than Tenerife. The hotel in Portugal had only 3 stars but the location won, the food was ok, could have been better but again it’s onlt 3 stars hotel. The hotel on Tenerife had 4 star but for some reason I couldn’t sleep well in it but the foos was lovely. So I guess it’s 50/50.



imgPolish

Portugalia! Fantastyczne i niesamowite miejsce! Musicie koniecznie tam pojechać jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. W marcu 2015 polecieliśmy do Albufeiry w Portugalii. Po raz kolejny lecieliśmy z agencją Thomas Cook i nie byliśmy rozczarowani. Trzygwiazdkowy hotel usytuowany kilka metrów od oceanu. Rekomenduję ten hotel każdemu bo chociaż nie był bardzo eksluzywny to lokalizacją wygrywa. Albufeira to miasto w dystrykcie Faro położony na południu Portugalii. Zakochałam się w tym miejscu! Stare Miasto, które leży tuż przy linii oceanu, jest uroczym zakątkiem, w którym można zjeść lunch czy wypić kawkę, jest naprawdę spory wybór kawiarni i restauracji. Przez pierwsze dni głównie zwiedzaliśmy otoczenie hotelu, czyli klify – nigdy czegoś takiego nie widziałam. Niezwykłe wybrzeże pokryte skałkami i różnorodną roślinnością, a obok nieskończony ocean.

Przechodząc kilka razu uliczkami Albufeiry, oprócz kawiarni czy restauracji, gdzieniegdzie znaleźć można lokalne biura podróży zajmujące się wycieczkami do innych miast. Dlatego też wykupiliśmy dwie wycieczki, jedną do Lagos i Sagres, a drugą do Lizbony. W obydwu Lagos i Sagres, nie spędziliśmy za dużo czasu, ale można było poczuć klimat. Lagos to najbardziej popularne miejsce w Portugalii ze względu na swoje piękne plaże i formacje skalne. To miasto to również historczyne centrum Epoki Wielkich Odkryć Geograficznym i dom Henryka Żeglarza. Sagres leży na południowym-zachodzie Algarve. „Na końcu świata” w Sagres, było tak bardzo wietrznie, że ciężko było stać w jednym miejscu. Lokalizacja  w jakiej znajduje się Sagres ma wpływ na klimat, umiarkowane temperatury i atlantycki wiatr sprawia, że lata są chłodne.

Drugą wycieczką była wycieczka do Lizbony, oddalonej około 3 godzin od Albufeiry. Lizbona, stolica Portugali, największe miejsce w kraju, jest naprawdę niesamowita wraz ze swoja architekturą. Na początku nie miałam zdania o tym miejscu, ale te stare budynki sprawiły, że świetnie wspominam wyjazd. Lizbona to jedne z najstarszych miast  na świecie i najstarsze miasto w Zachodniej Europie. Przejeżdżaliśmy przez most, który jest kopią mostu Golden Gate w San Fransisco, a w drodze powrotnej przez siedemnastokilometrowy most Vasco Da Gamy, najdłuższy w Europie. Na skraju rzeki Tag w Lizbonie, usytuowany jest Pomnik Odkrywców, zbudowany na cześć Epoki Wielkich Odkryć Geograficznych. Stamtąd udaliśmy się spacerkiem do Klasztoru Hieronimitów, który znajduje się na skraju dzielnicy Belem. Konstrukcja późnogotyckiego klasztoru trwała aż 100 lat. Pogoda tego dnia nam dopisała, było słonecznie i upalnie. Ze względu na porę lunchu, autobus zabrał nas do centrum miasta, gdzie pełno było restauracji i kawiarni, do wyboru do koloru. Przeszliśmy przez ulicę ś. Augusta w stronę Łuku Augusta, po drodze napotkaliśmy pełno mimów i grajków ulicznych. Idąc deptakiem można podziwiać wspaniałą mozaikę ułożoną z kostki brukowej. Lizbona to piękne miasto i chociaż nie było czasu na większe zwiedzanie i odkrywanie, nie żałuję!

Wakacje w Portugali uważam za udane, nawet bardziej niż te na Teneryfie. Hotel w Portugalii miał tylko trzy gwiazdki, ale powinien mieć pięć za lokalizację, jedzenie mogło być trochę lepsze. Natomiast czterogwiazdkowy hotel na Teneryfie posiadał dziwną aurę, nie mogłam tam zasnąć, ale jedzenie było przepyszne! Więc co? chyba fifty – fifty 😉

TENERIFE. And if the music is good you dance.

uk-flag

In October 2014 we went to Tenerife to Puerto de la Cruz. Finally we could relax and forget about our work. We choose ThomasCook travel agency, we found what we wanted and we paid – half board with flights and transfers from and to airport. It was my first ever tropical destination ever! Well of course I was in United States but I have never seen palms. It must be funny to read but I couldn’t take my eyes of off them. And what was the weirdest thing I’ve ever seen – black beaches! The reason why there is black sand on beaches is because Tenerife is an island created volcanically. While being on Tenerife we visited Loro Parque which is a zoo. There are a lot of animal and plant species. We saw gorillas, tortoises, dolphins, orcas and lots of parrots. I really recommend  it especially show with dolphins it was unbelievable. I think it’s the biggest attraction on Canary Island. We also went to Guimar, about two hours away from Puerto de la Cruz, where we saw…pyramids! Pyramids in Guimar are nothing like egyptian pyramids, in fact they are in rectangular shape with a terrace on top and are built from lava stone. The view around Guimar was beautiful but it was so freaking hot and the air was so dry that I really wanted to hide somewhere instead of walking around those pyramids.

El Teide is the active volcano on the island, the last eruption was in 1909. And you can see it perfectly from Puerto de la Cruz. My boyfriend really wanted to go to see it I wasn’t so sure about it but eventually I agreed. There are bus station in the town where are all the buses that can take you anywhere you want. So we went there to find bus that will take us to the volcano. The road was like serpentine and of course my imagination was going crazy and whenever there was a turn my heart was pumping faster. After one and a half hour of driving we finally got there. Bus takes you only on 2356m after that you have to take the cable car to get you on Teide, 3555m. Unfrotunately when we got there they closed it because of the wind and we didn’t get the chance to go higher. But we took a walk around while we were waiting for our bus. While being on this lovely trip to Teide my boyfriend caught a cold. Poor boy. So on our last day on Tenerife he was moaning but anyway I took him to  botanic garden in Puerto de la Cruz and it was beautiful and wonderful!



imgPolish

W październiku 2014 roku wybraliśmy sobie Teneryfę, a właściwie Puerto de la Cruz, jako wakacyjną destynację. Wreszcie mogliśmy zrelaksować się i zapomnieć o naszej pracy. Skorzystaliśmy z usług ThomasaCooka, brytyjskiego biura podróży.  Znaleźliśmy co chcemy i od razu kupiliśmy – hotel ze śniadaniem i kolacją, przelot i transfer z lotniska i na lotnisko. To był pierwszy raz kiedy wybrałam się do tropikalnego miejsca. No dobra, byłam w Stanach, ale nigdy nie widziałam palm. Może wydawać się to śmieszne, ale nie mogłam oderwać wzroku od palm. A najdziwniejszą rzeczą były czarne plaże! Teneryfa jest wyspą wulkaniczną i dlatego piasek na plażach jest czarny. Kwestia przyzwyczajenia. Podczas pobytu na Teneryfie odwiedziliśmy Loro Parque, czyli wielkie zoo, w którym znaleźć można dużo zwierząt i roślin. My widzieliśmy m.in. goryle, wielkie żółwie, delfiny, orki i dużo papug. Bardzo polecam, wejście kosztuje 54 euro i wliczone są wszystkie  pokazy, które są świetną atrakcją, szczególnie pokazy delfinów.

Pojechaliśmy również do Guimar, oddalone ze dwie godziny od Puerto de la Cruz. W Guimar znajdują się piramidy, ale zupełnie nie takie jak w Egipcie! Te są prostokątne z tarasem na samej górze, a zrobione są z kamieni stworzonych przez lawę wulkaniczną. Widoki w Guimar są przepiękne, ale było tak cholernie gorąco, a powietrze było tak suche,  że marzyłam jedynie o tym, żeby się gdzieś schować w cień, zamiast łazić po całym terenie.

El Teide to czynny wulkan na wyspie, ostatni wybuch nastąpił w 1909 roku. Z Puerto de la Cruz można nawet podziwiać ten wulkan, jak jest dobra widoczność i powietrze jest czyste. Mój chłopak oczywiście bardzo chciał jechać zobaczyć Teide z bliska, ja miałam małe obawy ( co jeśli akurat jak ja tam będę, wulkan postanowi się obudzić?!) No, ale w końcu się przekonałam. W mieście jest stacja autobusowa, z której odjeżdża bardzo dużo autobusów, które zabiorą Was wszędzie gdzie chcecie. Do wulkanu zabierze Was autobus nr 348 o godzinie 9:15. Droga była jak serpentyna! Tak się bałam i moja wyobraźnia oczywiście mnie nie zawiodła. Za każdym razem w momencie zakrętu ja miałam palpitację serca. Po półtorej godziny jazdy dotarliśmy do kolejki, czyli do 2356 metra n.p.m. Wyżej, czyli na  3555 metr, zabiera turystów kolejka liniowa. Niestety, kiedy mój Damian ustawił się w kolejkę żeby kupić bilety, a ja udałam się po czapkę, rękawiczki i grube skarpety, okazało się, że jest za silny wiatr, więc nici z wulkanu. Jednak nie był to czas stracony, czekając na autobus, zwiedzaliśmy część kaldery wulkanu Teide. Natomiast mój chłopak podczas wycieczki na wulkan, przeziębił się, biedaczek. Więc na następny dzień, nasz ostatni, bardzo cierpiał, ale ja i tak wyciągnęłam go do ogrodu botanicznego, było bajecznie!

„THINK BIG! AND DON’T LISTEN TO PEOPLE WHO TELL YOU IT CAN’T BE DONE. LIFE IS TOO SHORT TO THINK SMALL”

Film

Let’s begin, shall we?

uk-flag

First I’d like to introduce myself. My name is Kasia born June 23rd 1989. I’ve been blogging for about 7 years now and recently I moved from blogspot.com and I must say it wasn’t an easy decision for me but I can always go back and be sentimental. I’m starting something new pretty soon and I wanted a fresh start and fresh blog. My previous blog was mainly about my experience in United States as an au-pair. I spend there 6 months and I will never forget it but here I don’t want to touch this subject anymore. If you want to read my old blog here’s the linkBefore you go there you need to know something; the old blog is in polish so you will need a translator or be a polish 🙂

Why I wanted a new fresh blog? It’s simple. In October I’m starting my biggest adventure of my life. I will move to New Zealand on Working Holiday Scheme. But before that I will travel for a month.

mapa azji i australii

Rome, Italy – Colombo, Sri Lanka – Bangkok, Thailand – Siem Reap, Cambodia – Phuket, Thailand – Melbourne, Australia – Queenstown, New Zealand. And this is our plan, basically we’re moving at the end of the world.  Currently we live in Minehead, England. We’ve been here for almost 2 years now but it’s time to change something and decide what’s next. So we’re leaving this place on the August 31st and after that one month we will be in our home country, Poland! We will say goodbye to our friends and family and go to one wedding on the October 2nd. Then on October 6th we will fly from Berlin to Rome. We wanted to go to Egypt first, but unfortunately due to recent terrorist attacks we had to change the plan. My boyfriend really wanted to see pyramids but maybe there will be a chance in the future. In the previous year we traveled to Tenerife and Portugal. And I realized travelling is so exciting (if you have money 😉 Seeing new things, different culture, tasting different food and feeling different climate. That’s why we decided to take this one month to travel through those countries. Eight flights! Five countries well six if we count New Zealand.

In this blog I think I will write both in english and polish. English because eventually I will speak only english in New Zealand and I need some practise in writing. Polish: because I am polish and polish I will be for the rest of my days.


imgPolish

Najpierw wypadałoby się przedstawić. Mam na imię Kasia, urodziłam się 23 czerwca 1989. Bloguję od ponad 7 lat i niedawno przeniosłam się z blogspot.com, ale nie była to łatwa decyzja. Zmagałam się z podjęciem decyzji przez długi czas. Zaczynam jednak coś nowego i innego, dlatego też potrzebowałam nowego, świeżego bloga. Poprzedni blog był głownie o Stanach Zjednoczonych i jak to byłam aupair. Byłam tam przez sześć miesięcy. Było minęło i tutaj nie chciałabym poruszać tego tematu. Jeśli jednak kogoś ciekawi ten temat, zapraszam do mojego starego bloga.

Ale dlaczego ja w ogóle chciałam nowego bloga? Bo w październiku wyruszam w podróż swojego życia. Przenoszę się do Nowej Zelandii na wizie working holiday. Ale wcześniej, będę w podróży przez cały miesiąc.

mapa azji i australii

Rzym, Włochy – Kolombo, Sri Lanka – Bankok, Tajlandia – Siem Reap, Kambodża – Phuket, Tajlandia – Melbourne, Australia – Queenstown, Nowa Zelandia. Taki mamy plan i wychodzi na to, że przenosimy się na koniec świata. Natomiast obecnie mieszkamy w Minehead w Anglii. Jesteśmy tu już prawie 2 lata, ale czas coś zmienić i trzeba zdecydować co dalej. Wyjeżdżamy w ostatnim dniu sierpnia i wrzesień spędzimy w Polsce żegnając rodzinę i przyjaciół. A 6 października wylatujemy z Berlina do Rzymu. Pierwotnie mieliśmy jechać do Egiptu, ale ostatnie wydarzenia terrorystyczne zmieniły nasze plany. W poprzednim roku byłam i na Teneryfie i w Portugalii i zdałam sobie sprawę z tego, że podróżowanie naprawdę jest wspaniałe i ekscytujące (jeśli masz kasę 😉 Oglądanie nowych krajobrazów, doświadczanie innej kultury, smakowanie innej kuchni i oddychanie innym klimatem! Dlatego też postanowiliśmy, że ten jeden miesiąc damy sobie na podróże. Osiem lotów! Pięć krajów! Trzy kontynenty! Wow